Recent Posts

piątek, 18 maja 2018

Ramadan czyli czas faworków

17 maj, 2018 ( według kalendarza słonecznego)

Jest taki czas w życiu muzułmanów, że życie zwalnia jeszcze bardziej,  świat staje na głowie, słońce szybciej zachodzi,  śniadanie jest kolacją, kolacją śniadaniem,  biedak dostaje więcej niż zazwyczaj a bogacz czuje jak to jest być żebrakiem. To czas objawienia pisma świętego , czas Ramadanu.
Oraz czas słodyczy :) Przynajmniej dla biernego obserwatora.
Rozpoczęcie Ramadanu można poznać po stosach ciastek ułożonych pięknie na straganach lub smażonych na głębokim tłuszczu, często na Twoich oczach. Cukiernik wyplata z ciasta róże, wrzuca je na gorący olej  a one "pływają" tak długo dopóki się nie zarumienią , potem spryskuje ją wodą kwiatową, oblewa miodem  i przyprósza sezamem.
Ot i już, "chabakia"  gotowa :) .
A z czym to się je? No z zupą ! Ostra pomidorówka "harrira" zagryzana chrupiącym marokańskim faworkiem to genialne świąteczne śniadanie o zachodzie słońca :)










czwartek, 14 grudnia 2017

Zima w Agadirze



Grudzień i styczeń to najzimniejsze miesiące w Maroku.
Zima, najłagodniejsze swe oblicze przyjmuje nad Atlantykiem, gdzie w Agadirze słonko ogrzewa jak nakręcony piec, zazwyczaj max do  22 C ...ale takie błogie ciepło czujesz tylko gdy siedzisz w tych złociście żółtych promykach słoneczka.
Trochę gorzej jest gdy znajdziesz się w cieniu, bo od razu przeszywa Cię lodowaty wiatr, a już tragicznie jest w nocy, gdy temp spada do 8C. Pieca ani kaloryfera w betonowych mieszkaniach marokańskich nie uświadczysz. No cóż, ponoć chłód konserwuje, i tego się trzymam, kiedy zakładam wieczorem w domu czapkę i rękawiczki.
Pytanie czy warto przyjechać własnie zimą?
Tak ! Poza temperaturą nocą wakacje zimą w Maroku mają same plusy. Zabieram Was zatem na spacer po okolicy Agadiru.
Zacznijmy od plaży, zaledwie parę km za miastem Agadir, tylko zimą znajdziesz dziki plażowy raj! Zatem jeśli lubisz biegać na bosaka po wodzie i śpiewać w wniebogłosy to zrób to własnie teraz, bo i tak nikt cię nie usłyszy:) Najwyżej spłoszysz mewy :) Polecam takie plażowe terapie wszystkim, którzy muszą zawsze być mili i stonowani na co dzień w pracy :)


Lubisz poznawać nowe smaki na wakacjach, nie ma lepszego miesiąca niż zima na warsztaty kulinarne i dzikie pikniki w fantastycznych miejscach. 
Gdzie możesz do woli kontemplować i smaki i otoczenie :)







A po małej sjeście pod starym drzewem arganowym,  gdzie jesteś sam na sam z natura, warto o zachodzie słońca nabrać energii z wody i siły z mini jogi :)



No powiedz, czyż nie fajna ta zima nad Atlantykiem ?
Układam programy wakacyjne  pod klienta, na tydzień, lub na jeden dzień. Napisz: martyna@martinitours.com



środa, 13 grudnia 2017

Zima w Maroku

czyli czas na zbiory oliwek

To nie tak, że w całym Maroku zimą wszyscy udają się na oliwne żniwa! O nie, tylko w północnej części tego kraju i małych gospodarstwach w pół -  zachodniej części, drzewa oliwne występują. Zawsze, jak udaję się do miasta Meknes, czy w okolice to mam wrażenie, iż przeniosłam się szybko do jakiegoś kraju znanego mi z podróży śródziemnomorskich, bo taki tam własnie krajobraz. Szukam w wyobraźni Platona leżącego pod drzewkiem oliwnym i nimf biegających po plantacjach winorośli w poszukiwaniu Dionizosa.
Hop hop - woła do mnie mój Anioł z prawego ramienia - przestań marzyć - wrzuć fotki.
Ech ci Aniołowie, odkąd jestem w Mroku towarzyszą mi cały czas, jeden na lewym drugi na prawym. Zawsze wiedzą kiedy się wtrącić :)

Oliwki każdy widział, ale może nie każdy wie, iż w Maroko jest 5 największym na świecie eksporterem oliwy z oliwek, taki boom zaczął się od 2010 roku i rośnie. To taka ciekawostka.
Jadąc pomiędzy gajami oliwnymi zebranie ręcznie oliwki układa się w wielkie stosy przy drodze przyprósza solą, lub od razu świeżutkie sprzedaje na targu :)



sobota, 9 grudnia 2017

Essaouira

czyli w kolorze niebieskim

Niebo zimą, szaty Saharyjczyków, oczy pierwszych mieszkańców północy Maroka, woda, kamienie, farba na ścianie domu J. Majarella i buda psa lub kota.

Takie jest to miasto, trochę zimne poprzez ten niebieski i trochę zaskakujące. W nie wąskich* uliczkach starego miasta ( medyny) zawsze się kryje coś nowego. Tym razem zaskoczyła mnie pomysłowość mieszkańców, tym bardziej, iż w Maroku buda - obiekt mało popularny.  Patrz zdjęcie :)

* nie wąskie,  gdyż jest to jedyne takie starte miasto - XVIII wieczne - w całości zaprojektowane na zlecenie sułtana Mohameda III przez Francuza, matematyka i wojskowego architekta Theodora Cornut. Projekt o tyle ciekawy, iż architekt na planie miast europejskich o szerokich alejach które krzyżują pod kontem prostym, wplótł trochę atmosfery arabskich tajemniczych zakamarków. Po prostu trzeba to zobaczyć a foto relacje z wypraw "Martinitours" zamieszczę niebawem :)



A w temacie kotów, taki oto obrazek znalazłam spacerując po mieście. Nazwałam go: "segregacja sardynek".



Chodząc po  Essaouirze, powinnam wypatrywać koloru białego, gdyż biały to kolor kobiet, które tym swoim bawełnianym "haik" podkreślają przynależność plemienną to tego miejsca. Wyglądają jak duchy...
( więcej zdjęć za tydzień)


poniedziałek, 4 września 2017

Aid El Kabir - handel barani


My ludzie czasami jesteśmy przekupni i zachłanni.  Niektóre zwierzęta też. np. mój pies :)
Lubimy mieć dobrze zorganizowane zaplecze i ciągle się czegoś boimy. Często ze strachu, ofiarujemy coś komuś w nadziei na lepsze życie, albo na raj po śmierci. I tak jest od zarania. Niektórzy mówią, że to tradycja. Może gdybyśmy nie byli ludźmi, było by nam prościej żyć?  :)

31.09.2017 kalendarza słonecznego. Maroko.

- Ojej! Biedne baranki, czy oni naprawdę bede je zabijać ?Jak tak można! Nie ma tu jakiejś instytucji aby tego zakazała?
- Nie mogę na to patrzeć, toż to barbarzyństwo !
- Jak oni mogą je tak trzymać w samochodzie?
A ja zaś mówię Wam tak: jak jeszcze kiedyś będziecie mieli okazje wybrać do Maroka i traficie na religijne święto ofiarowania, to proszę, spójrzcie "szerokokątnie" na otaczający Was świat , zanim zaczniecie pytać.
Można również sobie pomarzyć, że może kiedyś, człowiek przestanie odbierać tak  dosłownie te prastare zwyczaje... Zamiast zabijać masowo karpie, barany, krowy, psy, może moglibyśmy składać inne wota ofiarne?

Tymczasem (...)
W Maroku wszystko jest  wystawione na pokaz. Życie i Śmierć na ulicy. Rzadko się wchodzi gdzieś do środka a to co widać, buduje nam atmosferę danego miejsca.

Mee...meee..beee.. - od kilku dni otaczają mnie barany.
Są wszędzie. Na dachach samochodów, w bagażnikach, na rowerach, prowadzone na sznurku, przywiązane do drzewa, na dachu domu, w kuchni, na patio. Gdzie by się człowiek nie obrócił widzi barany :). To znak, że zbliża się święto ofiarowania Ait El Kabir.






W Koranie o nim piszą tak:
(...)Abraham miał pewnej nocy proroczy sen. Powiedział do Ismaila: 
"'Synu mój! Oto wiedziałem siebie we śnie zabijającego ciebie na ofiarę. Rozważ więc co o tym myślisz?' Powiedział: 'O mój ojcze! Czyń co ci nakazano! Ty mnie znajdziesz cierpliwym jeśli tak zechce Bóg!'
A kiedy obaj poddali się całkowicie i kiedy on położył go twarzą na ziemię,
Zawołaliśmy do niego: 'Abrahamie!
Widzenie we śnie wziąłeś za prawdę. W ten sposób nagradzamy tych którzy czynią dobro!'"

(Qur'an, 37:103) 
I tak oto z "krzaków" wyszła owca i została poświęcona zamiast Ismaila. Ot cała historia, która z czasem stała się tradycją i religijnym świętem.

W Maroku, corocznie, wierni składają w ofierze miliony baranów. Każdy ojciec, który ma syna, zabija własnymi rękami (lub wynajmuje w tym celu profesjonalistów rzeźników), co najmniej jednego barana, zależy jak liczna jest jego rodzina. Tym, których nie stać na barana, bo to dość droga "ofiara" , ok 200 euro liczą sobie na dobrą sztukę na marokańskich targach, daję się "kawałek" lub zaprasza na ucztę ubogich sąsiadów.

Tyle faktów a jak w praktyce ?
Tydzień przed świętem, szczególnie Ci co mieszkają w mieście, zwożą zawczasu barany ( żywe) do domu. Przed supermarketami można zaleźć boxy z baranami w promocyjnych cenach.
Na boiskach przed blokami rozkładają się tymczasowe targi baranie.



Wszędzie unosi się słoma i sianko i specyficzny zapach. Mona od razu kupić inne potrzebne "atrybuty" na to święto, jak np: węgiel drzewny do grilla, czy ostre noże, a jak nie są ostre, to od razu naostrzyć. Atmosfera, jak to przed świętami - gorąca!





A to u mnie na osiedlu dwa barany pilnowane całą dobę przez rodzinę właścicieli na zmianę :)


Szał zakupów panuje w całym Maroku, należy się zaopatrzyć na dni....no własnie, nie wiadomo na ile, święta trwają zaledwie 3 dni, ale potem należy jeszcze z tych świat wrócić do domu, a i jeszcze odpocząć po świętach a może wybrać resztki urlopu..nie wiadomo co i kiedy będzie otwarte, więc magazynuje się jedzenie na zapas.
Pracują jedynie restauracje w hotelach dla turystów i parę sklepów z pamiątkami :)


A tymczasem:
- Zapraszam Cie na święto Barana to mojej rodziny na wieś! - oznajmił kolega
- Jak to ? Mam jechać na święto Barana.. - pytam niedowierzająco,
ale pojedziemy z baranami? co mam kupić ? - zaczęłam gorączkowo zalewać go pytaniami
- haha! Nie mój ojciec kupił już barana, pojedziemy z Twoim psem :) bedą to dla niego wakacje!
- hura!
A oto jak wyglądało to święto w malutkim "duarze" wiosce  w górach Atlasu, wśród rodziny z plemienia Ait Amar.
Najpierw była cisza. Dzień przed świętami 400 km, to jazda przez opustoszałe przez ludzi miasteczka ( wszyscy już gdzieś się pochowali po domach lub wyjechali do rodzin) i przez puste drogi.
Atmosfera trochę jak z filmu grozy, bo czuje się w powietrzu czas wyczekiwania...I ta przejmująca cisza w gwarnym zazwyczaj Maroku.
Chcę jeść - marudzę
Nie ma jedzenia - odpowiada -  musimy zdążyć na 9.00 rano, po modlitwie w meczcie i po śniadaniu, najpierw król zabija brana a potem cała reszta :)
Wioska składa się z kilkudziesięciu domów, jest meczet i cmentarz. Zdążyliśmy!  Odświętnie ubrani na biało mężczyźni wyszli już z meczetu, składają sobie życzenia i idą szybko do domu.
A w domu mojego kolegi czeka na nas zastawiony stół. Nie, jeszcze nie baranim mięsem, tylko domowym masłem, ciepłym ryżem polanym miodem, pachnącym chlebem, oliwą, migdałami i mocną jak życie herbatą z cukrem :)
Jak już uporałam się z ceremonią witania wszystkich i całowania po rękach, zdejmuję buty aby nie pobrudzić przepięknego, kolorowego dywanu wykonanego przez matkę mojego kolegi i zabieram się do jedzenia. Ponieważ jestem gościem, cały czas każdy podtyka mi  pod nos różne smakołyki, a możne kawy? - słyszę.
- Podaj w filiżance - bo ona tak pije- krzyczy do swojej siostry mój kolega. Robię się czerwona jak burak ( na marokańskiej wsi nie pija się kawy w filiżankach...)  i  pękam z przejedzenia. A teraz czas na barana!
Zabijaniem i ćwiartowaniem zajmuje się męska część rodziny, kobiet robią w tym czasie chleb.
Ale jaki chleb! Najlepszy jaki jadłam, mają swoje zboże, sami mielą  i wypiekają w tradycyjnym glinianym piecu, przyklejając surowe placki do ściany chleba aby był cieniutki.
Prawdziwy "tafarnute" !





Zapomniałam o barnie...jak już wyszłam z "piekarni",  był obdarty ze skóry i przygotowany do ćwiartowania.



Co będziemy teraz robić ? -  pytam
Jeść - przez cały dzień jeść "baranią ofiarę", zaczynamy od podrobów! Wątróbka przekładania tłuszczem baranim i grillowana, potem szaszłyki baranie, potem "tajin" barani...
- Oj...a jak ktoś nie je mięsa?
- To ma post, tak jak moja siostra :) :) :)
Ha! Czyli nie trzeba jeść barana, ale można chociaż symboliczne skubnąć, takie łamanie się "mięsem" - dodaje już w myślałam sama do siebie.

Dzień ofiarowania był inny niż myślałam. Spodziewałam się rozlewu krwi, zapachu śmierci i wrzasku zabijanych zwierząt.
A to wszystko odbyło się tak szybko i gdyby nie ten baran na stole to bym nie uwierzyła że jestem na Święcie Ofiarowania Barana.
W niektórych rejonach Maroka, zależy od plemion, obchodzi się zwyczajowy  "Bujlud" , kiedy prowadzący maskaradę przebiera się w skórę zabitego zwierzęcia...ale to inna historia, innym razem, bo czas wracać.

W drodze powrotnej piknik pod starym drzewem arganowym, które by pewno inną historie ofiarowania nam opowiedziało, z dawnych tradycji tubylców, kiedy to wota ofiarne składało się z małych zwierząt aby np. uciszyć wiatr, udobruchać skały...
A teraz w naszym piknikowym manu:
- szaszłyki branie i najlepsza na świecie herbata " z ogniska" .






piątek, 18 sierpnia 2017

Paradise Valley Agadir



Trochę wody dla ochłody! Myśl przewodnia latem :) :) :) ☺
Bardzo często prosicie mnie o foto - relacje okolicznych atrakcji. Poniżej kolejna. 
Kilkadziesiąt km za Agadirem, po drodze do wioski Imouzzer, natura w Atlasie Wysokim stworzyła takie urokliwe miejsce, zwany przez tubylców „Rajską Doliną”. Czyli „oczka wodne” ukryte wśród gór. Dosłownie, aby tam dotrzeć, należy zejść z głównego traktu i  udać się na piechotę 30 minut najpierw widokową górska ścieżką, potem przekroczyć rzekę ( należy wiedzieć w którym miejscu) , minąć zagajnik palmowy z kawiarniami i ..już!
Naszym oczom ukaże się taki widok.



Jest to więc fajne miejsce na spacer wśród bujnej natury.
Latem można pływać, zimą moczyć nogi ( chłodna woda) i robić pikniki.
Są też miejsca ukryte, magiczne, zabieram tam miłośników górskich tajemnic :)
Chcesz pojechać? Napisz maila: martyna@martinitours.pl












czwartek, 17 sierpnia 2017

Imouzzer w Ida Outanane

Lato pod plamą 


Często mam pytania od wypoczywających w Agadirze: Co robić gdy dopada nuda?  Gdzie się udać aby było blisko i ładnie? Odpowiem bez wahania: o każdej porze roku, w góry Atlasu do wioski Imouzzer. Zaledwie 20 km na północ od Agadiru, w bananowej wiosce Aourir,  skręca się w drogę, która prowadzi wysoko w góry. W pewnym momencie przed naszymi oczami ukazuje się tak widok:


jest też moment kiedy asfalt się " urywa" :)






Jadąc dalej, to już typowo widokowy przejazd, przez porośnięte różną roślinnością góry (kaktusy, oliwki, drzewa arganowe, drzewa chlebowe, oprócz tego mnóstwo dziko rosnących ziół).




Toteż pszczelarze przywożą tu swoje ule i wystawiają na straganach do sprzedaży,  to co udaje się pszczołom sezonowo zebrać. Raz jest to ciemny miód z tymianku, innym razem: ostry jak pieprz miód z kaktusa i wiele innych :) Wiosną, można też się natknąć na męskie zarodniki :) - Patrz zdjęcie.


Oprócz flory jest też fauna. Np. paradujące w różnokolorowych siodłach osiołki. Nawet całe grupy osłów,  oczekujące na parkingu na swych właścicieli. Miłośnicy romantycznych historii, mogą czasami natknąć się na ośle zaloty!



Gdy latem dokucza upał, proponuję schować się np. w cieniu palmy :) ( na trasie jest więcej, ta akurat przypadła nam do gustu). Są palmy które dają nie tylko cień ale i tez szczęście , proszę zobaczyć !



Można pomoczyć nogi w czystym górskim strumieniu a nawet pozwolić małym rybką zrobić sobie pedicure , ale tylko tym małym :)



W korycie rzeki, w którym przez cały rok płynie woda, tubylcy ulokowali swe kawiarnie. W  wodzie rozstawione są stoliki i krzesełka, a chętni delektują się herbatą z ziołami i chłodzą nogi w strumyku. Fajna sprawa!

Kiedy nasycony widokami znajdziesz w wiosce Imouzzer,  "porwie" Cię lokalny folklor. Chociaż jest zgiełk, nikt się nie spieszy. Mężczyźni w sukienkach ( tradycyjny ubiór zwany dżelabą)  sączą herbatę z mięta, kobiety w barwnych zwojach starannie wybierają warzywa czy też owoce na lokalnym targu.





 A gdzie wodospad ?
Chodźmy dalej ...
o proszę , oto i on :)




Prawda że każdy znajdzie w tej podróży coś dla siebie ? 
ps. mam w zanadrzu jeszcze parę niespodzianek dla Was, którymi dzielę się z Wami podczas wycieczek do tego fajnego miejsca.

Chcesz się zapisać na wycieczkę? Proszę napisz  do mnie maila:
martyna@martinitours.pl
lub telefoncznie
00212/ 610239199